Niezwykle ciepła, pogodna i skromna. Od ponad 60 lat na scenie krajowej i światowej. Nieustająco koncertująca artystka, Irena Santor − diwa polskiej muzyki estradowej została jako jedyna odznaczona tytułem doctor honoris causa Akademii Muzycznej w Łodzi. W życiu przeszła wiele, w tym chorobę nowotworową piersi, dlatego gorąco namawia kobiety by wykonywały regularne badania. Według Pani Ireny, jesień życia powinniśmy spędzać aktywnie i do tego namawia wszystkich seniorów. Skąd czerpie siłę i energię?

Spotkanie z Panią Ireną i jej partnerem życiowym Zbigniewem Korpolewskim odbyło się w jednej z niewielkich warszawskich restauracji. Pan Zbi­gniew przysłuchuje się rozmowie, jednak aktyw­nie włącza się do dialogu, gdy pytam o badania onkologiczne…

Trudno znaleźć lukę w Pani kalendarzu. Do kiedy Pani grafik jest już zapełniony?

Grafik jest wypełniony do połowy przyszłego roku. Ale pracuję rzadko. Mam tyle lat, ile mam. Jestem coraz słabsza i nie wytrzymuję już dale­kich eskapad, a tak kiedyś się pracowało. Teraz jest jeden koncert. Jeśli odbywa się daleko, to śpię w hotelu i następnego dnia wracam.

Działania charytatywne, wystąpienia, recita­le, koncerty i wiele innych. Skąd czerpie Pani energię na te wszystkie aktywności? Pro­szę zdradzić receptę na tak świetną formę.

Starość nie może być bezczynna. Oczywiście nie wolno skakać wyżej niż się może, ale jeśli już człowiek dożywa pewnego wieku, to – o dziwo – może bardzo dużo. Jeżeli człowiek jest bez­czynny, to się starzeje, w dodatku robi się nie­przyjazny dla świata i dla ludzi. Jeśli człowiek jest czynny i ma coś do zrobienia, i ta praca daje po­twierdzenie, że ma rację, że w tym uczestniczy − wtedy można dożywać późnych lat. Cieszę się, że jestem zdrowym człowiekiem, wbrew temu, co mnie w życiu spotkało. Ale miałam szczęście, że te wszystkie rzeczy trudne były znalezione w za­rodku i udało się je wyleczyć. Jeśli Pani pyta o to czy ćwiczę , odpowiadam − nie. Nie lubiłam ćwi­czyć i nie będę. Ale zanim wstanę z łóżka, wycią­gam się, rozruszam ręce, nogi, stawy. Nie wstaję nim tego nie zrobię, bo wtedy kręci mi się w gło­wie. Nie chodzę też często na spacery i za to się biję w piersi. Ale mam za to zawód, który wyma­ga bym była o danej godzinie czynna i sprawna, moje gardło musi dobrze pracować. Powiedzia­łabym, że mam wielką dyscyplinę w sobie. I nie chcę się tej dyscypliny pozbyć. Dopóki pracuję, jest mi potrzebna. Muszę być zdyscyplinowana, żeby osiągnąć coś w zawodzie. Może dlatego tak długo pracuję. Gdybym rzuciła zawód, to nie miałabym motywacji by rano wstać. Muszę się ubrać, coś załatwić, pójść na zakupy, ugotować obiad – chociaż przyznaję – nie lubię, (śmiech). Człowiek w starszym wieku sam musi sobie na­rzucić pewne rzeczy – opiekuj się dziećmi, rób rzeczy potrzebne. Brzmi to jak slogan, ale tak jest! Jeżeli człowiek jest nieaktywny, to zasypia ciało i umysł. Siedzieć i narzekać na zły los… to nie dla mnie. Starzenie się to trudny temat.

Zawsze mówię, że mam szczęście do ludzi. Byli mi zawsze bardzo pomocni. Korzystałam z tej pomocy, z ich przyjaźni i serdeczności… wie Pani, zgubiłam myśl, niech Pani to napisze (śmiech). To, że jestem czynna zawodowo, wy­pływa z tego, że ludzie czasami przychodzą na mój koncert zobaczyć „czy ona jeszcze funkcjonuje, ona naprawdę jeszcze śpiewa na żywo?”. Jeżeli już wyjdą z koncertu usatysfakcjonowani i są szczęśliwi, że artystycznie im to coś dało, że to było dobre – to dla mnie radość. Starość jest bardzo trudna. Piekielnie trudna przez to, że człowiek tak łatwo wpada w niebyt. Łatwo daje się w niego zepchnąć. Czasami trzeba się w życiu podeprzeć łokciami. Niech mi nikt nie mówi, że ktoś jest niepotrzebny. Rodzina cza­sami nie chce słuchać osoby starszej… a to wtedy trzeba powiedzieć: „masz mnie teraz wysłuchać”. Dzisiaj młodzież nie da się do niczego zmusić. Ale skoro moje dzieci nie chcą mnie słuchać, to posłucha mnie kto inny – koleżanka, kolega. Trzeba szukać ludzi, nie mądrzyć się, że się wie najlepiej. Ja słucham uważnie młodzieży. Czy to są zawodowcy, czy są to kariery jednego błysku, czy mają coś intelektualnie do zaproponowa­nia..? Wtedy mogę się mądrzyć, bo mam na to uzasadnienie.

A czy ma Pani ulubionego artystę młodego pokolenia?

Nie wymienię konkretnego. Ale radością napawa mnie, że tyle utalentowanej i wykształconej mu­zycznie młodzieży chce pracować na estradzie. Droga Młodzieży, nie wierzcie, że pierwsza naj­lepsza albo najgorsza recenzja jest wyznaczni­kiem dla całej Waszej kariery. To, co osiągniecie zależeć będzie od Waszej solidnej, uporczywej pracy i dyscypliny zawodowej. Powtarzam do znudzenia. Praca, praca, praca i wiara w to, co robicie.

Jak zachęcić seniorów do większej aktywno­ści? Nie tylko tej fizycznej, ale też polegającej na tym żeby nie zamykali się w czterech ścia­nach. Czy miałaby Pani radę dla seniorów?

Czasy dla starości są ciężkie. Młodzież jest w obecnych czasach bardzo ekspansywna. Te­raz i już. A babcia i mama niech siedzą w domu i zamkną drzwi. Wskoczę na obiad i już mnie nie ma. Tutaj jest pole do dyspozycji. Nie dajcie się zwieść aż tak! Pomogę, zrobię, ale mam swoje zainteresowania, mam się z kim spotkać. Je­stem w domu do określonej godziny. Nie przy­szliście się spotkać, wasza sprawa – klucz pod słomianką! Chciałabym powiedzieć jeszcze o jednej rzeczy. Trzeba sobie pomagać i darzyć się wzajemnym szacunkiem. Podziwiam osoby niepełnosprawne, osoby, które przeszły w życiu trudne chwile, ale się nie poddały. Osoby te pra­cują na rzecz innych, biorą udział w dobroczyn­nych przedsięwzięciach, a najczęściej wykonują wspaniałą pracę co dnia, np. pomagają osobom starszym w domach czy wspomagają innych po­przez telefony zaufania. To wspaniałe!

O ile już znajdzie się wolny czas, jak się stara Pani go spędzać? Czy stara się Pani wypoczy­wać aktywnie?

Jak już wspominałam, na spacery nie chodzę i nie pichcę, ale chodzę do filharmonii, do opery. Ale to też uzupełnienie mojego zawodu. Muzy­ka ciągle jeszcze mnie rozwija. Umiem słuchać muzyki, wiem na czym polega dobre czy złe wy­konanie.

Występy przed publicznością przez tyle lat nie są rzeczą łatwą…

Pracuję na estradzie, w fachu, który jest ogólnie nieszanowany, a tzw. wielka sztuka tak podcho­dzi do tego, co nazywam estradą. Jeżeli w moim wieku dożyłam chwili na którą każdy czeka, to mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa i usa­tysfakcjonowana. To jakbym doczekała momen­tu, żeby polecieć na księżyc i wrócić. Jeżeli Aka­demia Muzyczna w Łodzi nagradza mnie takim tytułem (doctor honoris causa – przyp. red.), to największy wyróżnik – estrada jest sztuką! Nie mówię tego, żeby się chwalić. Warto pracować i czekać! Wielcy artyści mają np. swoje filharmo­nie, a my, muzycy siedzimy w swojej garderobie, o ile jest. Na estradzie wcale nie jest łatwo! Jeżeli w moim wieku artyści „poważni” doszli do tego, że jest coś w tym, co robię, może warto się temu przysłuchać. Może będziemy mogli uszczknąć dla siebie wiedzę lub umiejętności. Świat się zmienia, nic nie jest jak dawniej, wszystko jest w ciągłym ruchu. Moim kolegom mówię – pra­ca. A wtedy wszystkie doktoraty będą dla Was. Z uszanowaniem dla waszego zawodu. Nieza­leżnie co człowieka w życiu spotka, na estradzie bywa pod górkę. Bywa nad wyraz ciężko. Ale ja wierzę, że praca jest ozdrowieńcza!

Czy nie miała Pani ochoty powiedzieć sobie kiedyś: „Po co ja to wszystko robię? Może po­siedzę na kanapie i odpocznę…?”.

Tysiąc razy, oczywiście (śmiech). Umiem odpo­czywać i umiem być leniwa, ale nie może to być zasadą. Trzeba przyglądać się światu i jeśli się czegoś nie rozumie − dowiadywać. Bądź w środ­ku, nie daj się zepchnąć na margines po żadnym pozorem. Interesuj się! Jak już mówiłam, dla mnie praca ma moc ozdrowieńczą!

Namawia Pani kobiety do regularnych ba­dań piersi i nie tylko, sama też zmagała się z chorobą nowotworową. Jak Pani sądzi, dlaczego tak często kobiety nie badają się, zapominają, że zdrowie jest najważniej­sze? Niektóre mówią, że wolą nie wiedzieć…

To już głupota. Bezdenna głupota! Jak można nie chcieć wiedzieć?! Masz męża, dzieci, rodzinę, znajomych. Ciesz się, że jesteś na świecie! Życie się nie powtórzy! Proszę wręcz to wytłuścić. Ro­zumiem, że choroba się nagle rozlała, nie wiado­mo skąd jest i człowiek musi umrzeć… Wszyscy kiedyś musimy, ale starajmy się, by stało się to jak najpóźniej! Jeśli możemy zorientować się, że coś jest nie tak − trzeba się badać!

Zbigniew Korpolewski*: Wobec wszystkich obo­wiązków, istnieją terminy, które nigdy nie podle­gają dyskusji. To terminy wizyt w Centrum Onko­logii. To daty święte! W tym czasie nie ma żadnych występów i koncertów. Irena pilnuje również moich terminów wizyt lekarskich i badań. Żyję dzięki niej i dlatego, że to ona pilnuje tych spraw.

Jeszcze jedno… niech ręka boska broni, by cho­dzić do znachorów. Nie mam nic przeciwko me­dycynie ziołowej, sama z niej korzystam, chętnie piję herbatki ziołowe, ale jeżeli ktoś jest aż tak głupi, że szuka ratunku nie u lekarza, a u zna­chora − sam sobie ścieli swoje łoże. A na koniec mogę powiedzieć o wyświechtanym słowie − życzliwość. Wyświechtane, ale ważne. Codzien­ność jest trudna, ale nie trzeba się skarżyć na złą pogodę.

*Zbigniew Korpolewski jest reżyserem, artystą estradowym, aktorem i prezenterem przed­stawień rozrywkowych i muzycznych. Ukoń­czył też studia prawnicze. Prowadził m.in. koncerty The Rolling Stones i The Animals. Wraz z Jerzym Połomskim, Ireną Kwiatkow­ską i partnerką życiową Ireną Santor wystę­pował w Anglii, Australii, USA, Kanadzie. Wraz z Tadeuszem Rossem występował w Telewizji Polskiej w autorskim programie satyrycznym „Loża”. Był dyrektorem Teatru „Syrena”. Jest autorem tekstów satyrycznych dla Hanki Bie­lickiej i do kabaretów „Dudek”, „Egida”.