Sposób myślenia o innowacjach nie ułatwia polskim firmom podejmowania decyzji o inwestowaniu w nie. Czy mamy dziś odpowiedni czas, aby podejmować to ryzyko?

dr Agnieszka Sznyk, Dyrektor Zarządzająca, Instytut Innowacyjna Gospodarka

Czy polscy przedsiębiorcy są innowacyjni?

Raczej mało… Oczywiście istnieje świadomość, chęć innowacji, ale bieżąca działalność i troska o funkcjonowanie przedsiębiorstwa często „zabija” innowacyjne myślenie. Jeśli chodzi o małe i średnie przedsiębiorstwa, słabo wypadamy we wszelkich rankingach. Niewiele firm rozwija w swoich strukturach specjalne działy np. B+R, mające poprawić ich innowacyjność. Częściej przedsiębiorcy kupują gotowe technologie od firm, które je wyprodukowały.

Jakie zatem problemy spotykają polskie przedsiębiorstwa, które chciałyby inwestować w innowacje?

Po pierwsze oczywiście bariera finansowa. Innowacje to jednak duże nakłady i koszty, potrzeba pewnej rezerwy finansowej, która pozwoliłaby na podjęcie ryzyka. Wiadomo, że często inwestycje w innowacje wiążą się z ryzykiem – na jedno rozwiązanie innowacyjne może przypadać np. dziesięć projektów, które się nie udały. Trzeba zawsze mieć świadomość wystąpienia porażki i uwzględniać to w kalkulacjach biznesowych. Wielu przedsiębiorców narzeka też na bariery administracyjne – są różnego rodzaju fundusze, które finansują projekty innowacyjne, ale tu z kolei pojawiają się przeszkody biurokratyczne, które utrudniają czy wręcz uniemożliwiają rozwój i wdrażanie tych projektów. Należy tu też wspomnieć o całym sektorze Badań i Rozwoju. Brakuje nam naukowców i jest mała współpraca pomiędzy naukowcami a małymi i średnimi przedsiębiorstwami. Nie ma wypracowanej formy współpracy. Często firmy chciałyby jakiś projekt rozwinąć, ale nie wiedzą, kto się tym zajmuje, czy u kogo mogą zamówić dane badanie. Bardzo przydałaby się jakaś baza danych, informacja o uczelniach, które rozwijają różne technologie i które mogą nawiązywać współpracę z przedsiębiorstwami. Natomiast bardzo duże środki zostały włożone w zaplecze technologiczne. Mamy doskonale wyposażone różnego rodzaju laboratoria czy parki technologiczne. Są one jednak trochę oderwane od potrzeb i rzeczywistości. Wiele z tych bardzo drogich laboratoriów świeci pustkami. Nierzadko bariery administracyjne nie pozwalają na wykorzystywanie tego sprzętu przez prywatnych przedsiębiorców.

A jak w tej kwestii wyglądamy na tle bardziej innowacyjnych krajów? Mamy na kim się wzorować?

Szczególnie w krajach bardzo rozwiniętych – topowych innowatorach Europy Zachodniej jest o wiele większa współpraca między przedsiębiorstwami prywatnymi a instytucjami naukowymi. Mają oni też o wiele większe środki finansowe a także większą pomoc ze środków rządowych na rozwijanie innowacji. W Polsce często urzędnicy boją się finansować różnego rodzaju innowacje, ponieważ nigdy nie wiadomo, jaki będzie ich efekt i z tej prostej przyczyny wiele ciekawych projektów przepada. Ryzyko powinno być rozkładane na obie strony, a niestety strona administracyjna nie jest otwarta na podejmowanie ryzyka. Widoczna jest tu właśnie różnica w myśleniu, światopoglądzie i perspektywie spojrzenia na innowacje.

Czy w polskiej gospodarce któreś sektory szczególnie się wyróżniają w temacie innowacji?

Przede wszystkim lotnictwo. Mamy Dolinę Lotniczą w Rzeszowie. Jest to nasz sztandarowy przykład rozwoju innowacyjności, obszar znany na całym świecie. Należy wspomnieć też o grach komputerowych, mamy świetnych programistów, fachowców związanych z kodowaniem, pisaniem programów. Polscy informatycy są znani i cenieni na całym świecie więc nasza siła w obszarze innowacji to głównie kapitał ludzki. Mamy też prężnie działające firmy z sektora technologii medycznych. Tutaj jest też duża szansa na rozwój. Oczywiście jeśli chodzi o innowacyjne terapie lekowe, potrzebne są olbrzymie środki więc raczej nie mamy szans w tej konkurencji, ale wiele polskich firm jest światowymi liderami w produkcji i wprowadzaniu na rynek różnych nowoczesnych technologii, jak np. wstrzykiwaczy, podajników, dozowników czy urządzeń związanych z telemedycyną.