Z pozoru dwa różne światy, spojrzenia na biznes. Jednak wzajemne relacje mogą zaoferować korzyści zarówno jednym, jak i drugim.

Beata Cichocka-Tylman, Dyrektor, Innowacje i B+R, PwC

Nowe technologie powstają obecnie w tempie wykładniczym. W każdych 2 minutach robimy więcej zdjęć niż ludzkość przez cały XIX wiek, gdy powstała fotografia. Gdy w 1997 roku super-komputer IBM Deep Blue wygrał z arcymistrzem szachowym Garrym Kasparovem, było to wielkie osiągnięcie, ale musiało minąć niemal 20 lat, aby w 2016 roku sztuczna inteligencja zdobyła swoistego grala ludzkiego intelektu, czyli wygrała w grę GO. Wtedy właśnie program Google AlphaGo pobił mistrza świata Lee Se-dol. Wygrał z nim trzy razy z rzędu.

W tak intensywnie zmieniającym się świecie zmieniać się muszą korporacje, o ile chcą podążać za innowacjami. To, w czym korporacje są świetne, czyli dodawaniu przysłowiowego nowego smaku, nie wystarczy. W ich otoczeniu z coraz większym rozmachem rozwijają się ekosystemy startupów. Startup jest od korporacji szybszy, bardziej elastyczny, ma większą otwartość na ryzyko, ale przede wszystkim jest zazwyczaj bliżej trendów technologicznych i jest bardziej wyspecjalizowany.

Mając taką armię wokół siebie, nie dziwi, że korporacje zaczęły szukać możliwości skorzystania z tych zasobów. Tak zaczął się bardzo silnie rosnący trend współpracy korporacji ze startupami. Formy mogą być różnorodne, od najprostszych konkursów dla startupów, poprzez inkubatory, akceleratory do corporate venture capital (CVC). Warto obalić w tym miejscu mit, że korporacje wchodzą we współpracę ze startupami tylko dla zysku. Obecnie wśród najczęstszych powodów podjęcia takiej współpracy raczej wymienia się dostęp do technologii, przyspieszenie całego procesu rozwojowego, większą elastyczność, ale również przejęcie kompetencji i zespołu. Dodatkowo większa otwartość startupów na ryzyko i ich szybkość w działaniu przełoży się również na korporację, dzięki czemu ma ona szansę szybciej wprowadzić na rynek nowe rozwiązanie. To alians, gdzie obie strony wygrywają, startupy dzięki korporacjom się skalują i osiągają szybko wielkość, której sami nigdy by nie osiągnęli. Za to korporacje mają taniej i szybciej gotowe rozwiązania.

Współpraca korporacji ze startupem, czyli dużego z małym, nie jest jednak łatwa. Spotykają się przedstawiciele dwóch różnych światów. Nie chodzi tu tylko o skalę działalności, ale również o złożoność procedur i zasad występujących w korporacji, samą kulturę innowacji, wiedzę i kompetencje i to po obu stronach, bo po obu są one bardzo zróżnicowane. Nie mówiąc już o tym, że obie strony, współpracy i jej zasad będą się dopiero uczyć. Taki stan rzeczy mamy przynajmniej w naszym regionie, gdzie uczciwie mówiąc, wszyscy jesteśmy na początku drogi.

Dodatkowo obie strony patrzą na siebie bardzo często poprzez ogólne stereotypy. Dla startupu korporacja to wyzyskiwacz, który nastawiony jest tylko na kradzież pomysłów. Rządzi się biurokracją i papierologią i często wewnętrznym „politykowaniem”. Ma postawę życzeniową i mało daje od siebie. Za to korporacja widzi startup jako przedsiębiorstwo niestabilne, szybko znikające, często bez rozeznania rynku i z problemami z IP. Startup widziany jest jako organizacja „hip-hop’owców”, gdzie rządzi chaos i bałagan.

Czy tak odmienny sposób postrzegania siebie daje w ogóle szansę na partnerską współpracę? Wydaje się, że jeśli obie strony odrobią pracę domową to tak. A to oznacza, że korporacja powinna zapewnić odpowiednie procedury i zgody na cały proces, jeszcze przed rozpoczęciem współpracy. Korporacja powinna też wykształcić umiejętności w prowadzeniu tego typu, jednak zewnętrznych dla niej projektów, obarczonych dodatkowo podwyższonym ryzykiem, mieć ludzi i zasoby zapewnione dla całości działań. Ja osobiście polecam jeszcze mieć kogoś, kogo nazywam „wtyczką biznesową”, czyli mentora z ramienia korporacji, który będzie później odpowiedzialny za wdrażanie pomysłu do działalności gospodarczej i ten mentor powinien być w całym procesie obecny, począwszy od wyboru startupu.

Za to startup, który chce pracować z korporacją musi być przygotowany na dłuższy czas reakcji, w tym powinien mieć zapewnione finansowanie. To raczej oznacza, że większe szanse w tego typu współpracy mają startupy po wdrożeniu rozwiązania na rynek, osiągające przychody, niż te będące dopiero w fazie koncepcyjnej. Warto też mieć w swoim zespole kogoś kto rozumie działanie korporacji od wewnątrz.

Obecnie na rynku mamy wiele pozytywnego szumu wokół współpracy korporacji i startupów. Miejmy nadzieję wykorzystać ten czas i z sukcesem przejść do fazy implementacji.