Sztuka przemawiania to część procesu autoprezentacji. Dobrze ją opanować, ponieważ przydaje się nie tylko podczas prezentacji firmowych czy uczelnianych, ale i rozmów kwalifikacyjnych czy negocjacji z partnerami biznesowymi. Czy można nauczyć się przemawiania? I jak pokonać towarzyszący wystąpieniom stres? Poprosiliśmy o radę Jacka Rozenka, coacha i eksperta w zakresie przywództwa, technik komunikacyjnych, rozwoju osobistego i zaawansowanych technik zarządzania wrażeniem w relacjach biznesowych.

Jacek Rozenek, aktor, trener i coach z zakresu przywództwa, technik komunikacyjnych i rozwoju osobistego

Zwracamy się do Pana, jako do najwyższej klasy eksperta: czy mógłby Pan powiedzieć, skąd bierze się u tak wielu osób nieśmiałość czy lęk komunikacyjny?

Problem, o który pani pyta, dotyczy raczej starszego pokolenia. Młodsze osoby, które obecnie wkraczają w życie zawodowe, są raczej „hej do przodu” i nie ma w nich nieśmiałości. Lęk komunikacyjny jest zatem efektem pewnych naleciałości, sposobu wychowania i kalek kulturowych. Obecnych czterdziestolatków wychowywano z przesłaniem, że nie należy rozpychać się łokciami i nie powinniśmy publicznie wypowiadać swojego zdania, bo to będzie odebrane jako bezczelne. Taki model powodował niskie poczucie własnej wartości; niepewność, czy to, co mam do powiedzenia, jest na tyle interesujące, że ktoś chciałby to usłyszeć i obawę, że kiedy już się odezwę, to mogę się zbłaźnić. Nic więc dziwnego, że czujemy barierę przed ekspozycją społeczną i mamy problemy z komunikacją. Poza tym doświadczenia naszego pokolenia sprawiają, że mamy niski stopień zaufania społecznego. Połączenie poczucia niskiej wartości i braku zaufania do ludzi powoduje silny dyskomfort psychiczny w sytuacji, kiedy trzeba publicznie wypowiedzieć własne zdanie.

Czy są metody na przełamanie takiej bariery?

Przede wszystkim trzeba budować poczucie własnej wartości, najlepiej przez poprawianie jakości własnego życia. Trzeba też być aktywnym „posiadaczem” swego życia, bo ilość decyzji i zobowiązań, które podejmujemy, jest wprost proporcjonalna do poczucia własnej wartości. Przykład: chcę poprawić swoją kondycję fizyczną, więc podejmuję decyzję – w ciągu pięciu lat zostanę mistrzem kulturystki. Mam plan: przez pierwsze trzy dni będę codziennie na siłowni. I dotrzymuję tego! Mam więc poczucie, że wywiązałem się ze zobowiązania. Jeśli takie sytuacje się powtarzają, mózg się przestawia na tor „kiedy dostaję jakieś zadanie, radzę sobie z nim, mam siłę sprawczą”. Poczucie własnej sprawczości jest najsilniejszym elementem, który daje poczucie własnej wartości.

Jest Pan mistrzem wystąpień publicznych. Prosimy o najważniejsze wskazówki dla naszych czytelników, związane ze sztuką przemawiania.

Najważniejsze w sztuce przemawiania jest umiejętne ustalenie celów operacyjnych. Muszę wiedzieć, co chcę przekazać w swoim przemówieniu. Co słuchacze powinni po nim zrobić i jaki powinni mieć do tego stosunek. Jeżeli namawiam ich, by poszli na studia, to celem mojego wystąpienia jest, by przynajmniej część słuchających mnie osób podjęła studia na określonym wydziale. Do celu, który sugeruje konkretne działania, dokładam treść i ewentualne pomoce. Największym błędem, jaki popełniają występujący ludzie, jest ustalanie celów, które nie są celami operacyjnymi. To powoduje, że rośnie poziom ogólności, przez co trudno jest dobrać narzędzia, czy przywołać w słuchaczach konkretną energię. Ich wystąpienia nie są więc skuteczne, a oni sami są zestresowani. Drugi punkt, to znalezienie w prezentacji czegoś, co nas animuje i jest na tyle ciekawe, że rozpala naszą wyobraźnię. Energia nam rośnie, gdy o tym mówimy! Bez tego nasze prezentacje będą nudne. A jeżeli będą nudne, nie spowodują ani działania, ani zmiany postaw u drugiej strony. Możemy zaangażować słuchaczy w wystąpienie tylko wtedy, kiedy sami mamy emocjonalny stosunek do tego co mówimy.

Czy możemy posiłkować się kartką, laptopem czy tabletem podczas takiego wystąpienia? Czy musimy mówić z pamięci?

Jeżeli czytamy z kartki, pojawia się wątpliwość, czy to są słowa nasze, czy kogoś innego. Jeśli coś jest na tyle ważne, że warto jest to przedstawić grupie 50. osobowej, warto to zapamiętać i przemawiać bez kartki.

Podkreśla Pan, jak ważny jest język, styl oraz atmosfera podczas prezentacji. W jaki sposób można opanować sztukę łączenia tych składników?

To wcale nie takie trudne. Zwykle sami sobie to utrudniamy. Występując publicznie szukamy języka, frazeologii i składni, które świadczyłyby o naszej inteligencji i fachowości w danej dziedzinie. Udziwniamy więc codzienny język, stosujemy sformułowania, których zwykle nie używamy. Przez to brzmimy sztucznie, a słuchacz odbiera to jako niespójność i podejrzewa: ta osoba coś udaje, chyba specjalnie się na tym nie zna. My sami jesteśmy zestresowani, bo używamy obcego języka i czujemy się z tym niewygodnie. Takie wystąpienia wypadają dużo słabiej. Kiedy jednak mówimy swoim językiem, bez udziwnień, zyskujemy duży stopień spójności.

Ważna jest mowa ciała: lepiej stać, czy siedzieć?

Mowa ciała jest bardzo ważna! W codziennych sytuacjach działamy intuicyjnie, naturalnie, zwyczajnie. Ciało wtedy wspiera informacje, które przekazują usta, nie trzeba się tego uczyć. Ale kiedy pojawiają się bariery: lęk, wstyd, nieśmiałość, niepewność, niskie poczucie własnej wartości, mowa ciała zdradzi niespójność – mówimy pewnym głosem, ale ciałem komunikujemy strach i niepewność. Dlatego nie jest ważne, jak trzymamy ręce, ale to, czy znamy swój cel i czy jesteśmy doń przekonani. Ważne jest też to, czy treść naszego wystąpienia jest spójna z naszymi wartościami. Bo jeśli mowa ciała jest sprzeczna naszym słowom, to pokaże, że nie zgadzamy się z tym, co mówimy. A my – będziemy się bardzo stresowali.

Czy zdarzyła się Panu trudna sytuacja podczas wystąpienia?

Biorę udział w wielu spotkaniach, konferencjach, kongresach – czasem nawet w pięciu w ciągu tygodnia. I nie ukrywam: zdarza mi się trochę trudnych momentów. Ale źródłem wszystkich byłem… ja sam! Nigdy nie było problemów ze strony audytorium. Trudne sytuacje wynikały zwykle z mojego gorszego przygotowania. Raz byłem zbyt pewny siebie, innym razem zaszarżowałem, bo sądziłem, że coś wiem, a nie do końca tak było. Życie nas uczy pokory. Szybko mnie nauczyło, że muszę być dobrze przygotowany, pokorny i zawsze otwarty na drugiego człowieka. Audytorium jest papierkiem lakmusowym, który szybko wyczuje mówcę.

Co Pana pasjonuje w zawodzie coacha?

Przede wszystkim zmiana i rozwój. Spotykam kogoś, kto ma jakieś kłopoty, wyzwania menadżerskie, problemy w kierowaniu zespołem, albo ma burzliwe życie osobiste. To odbija się na jego życiu zawodowym. W krótkim czasie – tzn. po kilku spotkaniach – ta osoba czuje się silniejsza, mocniejsza, zaczyna na swoim polu odnosić sukcesy. To jest absolutnie fascynujące! Bardzo szybko dokonują się w ludziach niesamowite zmiany. Z mojego doświadczenia wynika, że zazwyczaj wystarczą trzy spotkania, by w człowieku te istotne zmiany zaczęły się dziać. Niektórym potrzeba więcej – od 3 do 12 spotkań, ale już po pierwszym widać, że coś się rusza i dzieje. Coach jest po to, by potencjał uruchomić, pozwolić człowiekowi robić rzeczy niezwykłe.